Sylwia i Daniel – Zwyczajnie nadzwyczajni.

Do napisania kilku słów o spotkaniu z Sylwią i Danielem zbierałem się (jak zawsze) bardzo długo. Chyba to już u mnie norma, że zwlekam, ale czy bez powodu? Nie. Tym razem czekałem, zwlekałem specjalnie. No i mamy efekt – wpis o sesji narzeczeńskiej w momencie, w którym zaraz oddamy Państwu Moustache gotowy fotoreportaż z ich dnia ślubu.
Kurcze, ten czas tak szybko upłynął, a ja mam troszkę wyrzuty sumienia. Przecież mogłem to zrobić już kilka dni po tym, gdy otrzymali zdjęcia narzeczeńskie. Chcecie wiedzieć, czemu dopiero dziś ten wpis? Nie chcecie? Trudno, i tak napiszę 😛
Juz po spotkaniu, na którym podpisywaliśmy umowę, wiedziałem, że Sylwia i Daniel, to nie tacy zwykli klienci będą. Że z nimi to chyba nasz związek na dłużej. W sumie to o zdjęciach nie gadaliśmy wtedy za wiele. Z ogromną ciekawością słuchałem tego, jak Sylwia opowiada o tym, jak wyobraża sobie ten dzień. Serio – musze przyznać, że ma dar dziewczyna. Jako facet, bez bicia przyznaję też, że rzadko umiem sobie wyobrazić to, co słowami opisuje kobieta. One mają jakąś naturalną zdolność porozumiewania się swoim kodem. Szyfrem jakimś. Bez problemu umieją opisać sukienkę tak, że koleżanka zrozumie i sobie wyobrazi. Opisać kolor, samochód, sukienkę, kanapę, kształt… A facet wtedy stoi, słucha, i …. yyyy, tak kochanie 😀
Sylwia opisała wszystko tak, żę naprawdę nabrało to w mojej głowie realnego kształtu i powiem Wam, że tak to potem było. Ale nie o weselu tu pisać mamy, chociaż to właśnie ono stało się powodem opóźnienia. Tak jak wspomniałem – już po spotkaniu wiedziałem, że Sylwia i Daniel to „swoi”, ale po sesji narzeczeńskiej byłem o tym przekonany w 1000 procentach. Po przekazaniu im materiału pomyślałem, że opiszę wszystko juz po weselu, mając do dyspozycji jeszcze więcej ilustracji i wrażeń. No i tak odłożyłem na bok ich zdjęcia przedślubne. To był błąd, bo wraz z dniem ich zaślubin przyszło rozczarowanie. Spodziewałem się przecież tego, co opisywała Sylwia, co podpowiadał Daniel i jechałem tam z pewnym nastawieniem. To tak naprawdę nie było rozczarowanie. To był mega zawód. Tyle, że cholernie pozytywny. Działo się to wszystko co wiedziałem, ale dookoła jeszcze więcej. Mieli takich gości, taką kapelę, takie momenty… Nawet przysięgę składali więcej niż raz… tzn Daniel. Tak mocno kocha Sylwię.
Po prostu tego dnia już wiedziałem, że nie zmieszczę tego wszystkiego w jeden zwięzły wpis, a teraz, segregując ujęcia, myślę, że tych cudownych momentów nie zmieszczę ani w dwa, ani w trzy wpisy. Właśnie dlatego, z takim opóźnieniem przedstawiam Wam ich sesję narzeczeńską, ostrzegając, zachęcając, informując, że tych Państwa jeszcze u nas zobaczycie.
O samej sesji najlepiej opowiedzą zdjęcia, ale o klimacie, jaki ci ludzie wokół siebie tworzą, muszę chyba wtrącić kilka słów.
Tak króciutko – o fotografiach (i sesji) znów było mało gadania. Do Warszawy pojechałem pociągiem, a na dworcu zostałem przechwycony, i zabrany do ich mieszkania. Okazało się tam, że słowo „dużo” obejmuje swoim znaczeniem, naprawdę różne wartości liczbowe. Znów mega pozytywny zawód – takie antyrozczarowanie. Mam na myśli tu  winylowy płytozbiór Daniela. Coś wspaniałego! Jednak nie tym mnie kupił. Nie tylko liczba płyt jest imponująca… imponująca, a wręcz zawstydzająca jest jego płytowa wiedza. Świetnie się słuchało zarówno gramofonu jak i dołączonej, Danielowej narracji. To, co oprócz słuchania, Daniel robi z płytami, zasługuje po prostu na osobny reportaż – pozostawiam to okryte tajemnicą 🙂
Wracajmy do sesji. Była to po prostu intensywna wycieczka po warszawskich zakątkach, które w jakiś sposób narzeczeńcom zapadły w pamięć. Ja osobiście bardzo słabo znam to miasto, więc poddałem się im całkowicie. I dobrze! W ten sposób ja poznałem troszkę Warszawę, a Sylwia i Daniel otrzymali zdjęcia, których byli naprawdę w duuuużej mierze reżyserami, scenarzystami, charakteryzatorami i aktorami. Mają teraz coś co jest po prostu ich. A ja? Kilka godzin po oddaniu im sesji otrzymałem taką oto wiadomość: „Ale nam sprawiłeś przyjemność tymi zdjęciami… będziemy dzisiaj cały wieczór oglądać. Zawsze bałam się tego typu sesji, twierdząc, ze jestem niefotogeniczna, ale jak pokazałeś nam zdjęcia już podczas sesji, byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. A efekt końcowy spowodował, ze nie możemy się napatrzeć na nasze zdjęcia ? Moje koleżanki wszystkie piszą – Kto wam robił zdjęcia są boskie”
Niedługo wracamy z reportażem ślubnym, a teraz, przed Wami, zwyczajnie nadzwyczajni, jeszcze wtedy narzeczeni, Sylwia i Daniel.